Trzecia rano

3 a.m.

3 rano, jak co dzień po pracy, moje wyczerpane ciało wsiada do tramwaju. Wszystko wygląda raczej zwyczajnie. Nie pojawia się nic specjalnego, zauważalnego. Jedynie paskudny zapach, pijani samotnicy, śmieci i bezradna samotność witają mnie bezradnie. I stara kobieta, która nieprzypadkowo siedzi na tym samym miejscu każdego dnia, patrzy na mnie ukradkiem, jakby rozpoznawała moją obecność. Bezczelnie odrzucam spojrzenie, czując się urażona. Ostatnio rzuciłam pracę, aby zostać artystką. Nie oglądam już Krakowa nocą; nie spotyka mnie już spojrzenie kobiety.

3 a.m., like every other day, I get onto a tram with my exhausted body after work. Everything looks rather usual. Nothing ever becomes noticeable and observable. Only faulty smells, drunken loners, litter, and unshared dreary loneliness helplessly greet me. Here, an old lady, who happens to be sitting in the same seat every day, ruthlessly glances at me recognizing my presence. I insolently reject the glance, feeling invaded. Recently, I quit my job to become an artist. I no longer see the night of Kraków; I no longer encounter the glance of the lady.